sobota, 26 kwietnia 2014

Where have you been, Firefly?

Siedzę właśnie na moim łóżku.
A tak właściwie to  leżę.

I myślę.
Znowu.

Przeczytałam ostatnio na nowo tego bloga.
I widzę, jak dziwne są  niektóre posty.

Jak chciałam organizować coś na tysiąc wyświetleń, których pewnie trzy czwarte zrobiłam ja.


Teraz widzę świat już z innej perspektywy.
Trochę.

I nie zależy mi już tak maniakalnie na komentarzach.

Jeśli jesteś, spodoba Ci się, skomentujesz- będę się cieszyć.
Ale jeśli jesteś, nie skomentujesz, bo Ci się nie spodoba lub spodoba, będzie okej.

Doszłam do wniosku, że muszę pisać dla siebie.
Jeśli ktoś z Was wchodzi na mojego ask'a (tutaj) to w odpowiedzi do jednego pytania, napisałam,  że ten blog to w jakimś sensie moja terapia.

I wiecie co?

Jak dziwnie by to nie brzmiało, tak jest.

Po prostu.


I uważam, że każda osoba, która potrzebuje się komuś wyżalić, a nie ma takiej osoby, powinna założyć bloga lub zacząć pisać pamiętnik.
Zaprzyjaźnić się z nim.


Pomaga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz